List od Rokiego

Labrador Roki

Witajcie wszyscy Labolubkowie!

„To ja Roki. 23 stycznia minął dokładnie rok, gdy przyjechałem do nowego domu !
Jak ja się bałem ! W ciągu kilkunastu dni to była kolejna zmiana miejsca : z kojca i budy do domu tymczasowego i znowu podróż samochodem. Ale po pewnym czasie zorientowałem się, że to najlepsze, co mogło mnie spotkać : dom na stałe !!! Mam tu jak pączek w maśle : duże, wygodne legowisko, własną „stołówkę” i regularne, dobre jedzonko. Tego jedzonka mogłoby być więcej, ale muszę dbać o linię ( dlaczego ?!). No cóż – nie można przecież mieć wszystkiego, no nie ?
Mam dużo miejsca do biegania, zabawy z piłką i ringiem, ale i tak najlepsze są patyki . A latem miałem swój prywatny basen ! Fajnie było ochłodzić się w gorące dni. Chociaż w oczku też było super zamoczyć brzuszek ( ale nie mówcie o tym nikomu !). Lubiłem leżeć w cieniu i przyglądać się, co dzieje się w ogrodzie. I powiem Wam, że agrest prosto z krzaczka i jabłka z drzewa są pycha!
Czasami przyjeżdża mój znajomy wyżeł Koper i razem biegamy za piłką. Nie wiem, czy Koper daje mi fory, ale ja zawsze dobiegam pierwszy ! Oczywiście, jak już czuje się smaczka w pysku, to wszystko jest możliwe.
Ale najlepsze ze wszystkiego jest drapanko i głaskanie : za uszkami, pod bródką, po brzuszku. Uwielbiam to !
Raz „wybrałem” się na samotny spacer: zostawiłem Zbyszka, który rozmawiał z sąsiadką, poszedłem zwiedzać okolicę i chyba straciłem orientację. Ale miałem pietra! Jak zobaczyłem Grażynę – gnałem ile sił w łapach!
Teraz znowu jest zima, ale dla mnie to już nic strasznego: leżę sobie na posłaniu albo ciepłej podłodze i obserwuję, co się dzieje wokół. Na spacerach (chodzę sam, bez smyczy!) wyczułem nowe zapachy – to podobno sarny, które przychodzą do paśnika ( który robił Zbyszek), ale nigdy ich nie spotkałem.
No i koty, które są tu 13 lat. Mania raczej mnie omija, ale Filip czasami kładzie mi się pod nosem, macha tym swoim ogonem i wystawia brzuszek do miziania. Żyjemy sobie spokojnie – nawet nie podjadam ich jedzenia i tylko raz próbowałem zabrać ich miseczkę. Podobno fajnie wyglądałem z nią w pyszczku…
Teraz widzę ile tu wykrzykników. Ale to dlatego, że aż chce się szczekać z radości!
Życzę Wszystkim Labolubkom dużoooo zdrówka, wielu radości i pamiętajcie (jak mówił klasyk ): „Labek kocha, Labek bawi, Labek nigdy Was nie zdradzi” (albo jakoś tak …)
Wszystkim Labkom i Labkopodobnym życzę, żeby znalazły swój ciepły dom i kochających Labolubków.
Liże Was w oba policzki i merdam Wam ogonem.
Szczęśliwy Labek Roki”

Poprzedni wpis:
Rocky, około 3-letni labrador do adopcji – nieaktualne

Labrador Roki Labrador Roki Labrador Roki Labrador Roki Labrador Roki Labrador Roki

4 thoughts on “List od Rokiego”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.