Tymczasowy Człowiek

dom tymczasowy

Ktoś mógłby zapytać – czy można być Tymczasowym Człowiekiem dla Psa? Czy to nie jest szarpanie psich uczuć i balansowanie psim przywiązaniem niczym piłką na nosie?


Odpowiedź na tak postawione pytanie jest prosta – można i trzeba tworzyć Domy Tymczasowe. Szukać i znajdować Ludzi, dla których priorytetem jest psie szczęście i dobro, lecz gdzieś w tle czai się obawa „czy sobie poradzę?”

Wizja labradorów jako pociesznych szczeniaczków, z rozmerdanym ogonem i roześmianym pysiem, oblizujących dzieci i szalejących z rolką papieru toaletowego jest dziś bardzo powszechna. Czarne, czekoladowe i biszkoptowe „kruszyny” okupują portale internetowe, reklamy TV i kolorową prasę. W tym natłoku prześlicznych obrazów świadomość tej rasy i jej przeznaczenie znika w odmętach ludzkiej niewiedzy i nieświadomości. W gąszczu emocjonalnie pozytywnych opinii, że labradory są psami do dzieci, psami rodzinnymi, kanapowcami i rozkosznymi przytulakami (co jest tylko w pewnym stopniu prawdziwe), brakuje rzetelnych informacji, iż prześliczne te psy nie są „naturalnie zaprogramowane” do opieki nad niemowlętami, że za żarcie i dla żarcia zrobią wszystko (łącznie z podkradaniem soczystego kotleta ze stołu, wylizaniem dziecku z rączki smakowicie pachnącego jabłuszka, czy zdeptaniem dwunożnych członków stada li i tylko z powodu małego kawałeczka suchego chleba, który był uprzejmy spaść na podłogę z kuchennego blatu). To są również psy, które osiągają wagę 30 – 40 kilogramów, gubią sierść w ilościach nadnaturalnych przynajmniej dwa razy do roku, potrafią bez problemu pociągnąć smycz z uczepionym jej końca właścicielem w kierunku rozkosznie mokrego bajora na środku wsi, by się w nim wytaplać od łap do ogona, a potem przymilnym wzrokiem domagać się pochwały. Labrador w fazie głębokiego snu (przynajmniej w ludzkim złudnym przekonaniu…) jest w stanie także zepchnąć człowieka z kanapy bądź łóżka, aby umościć się wygodnie na ludzkiej, jeszcze ciepłej podusi i zasnąć snem sprawiedliwego, ukołysany wspaniałym „pańciowym” zapachem.

Brak powyższej świadomości rasy sprawia, że coraz więcej labradorów trafia za schroniskowe kraty, na ulicę, na łańcuch przy mokrej i zimnej budzie, czy do lasu, gdzie (o zgrozo!) zbrodniarz – człowiek przywiązuje je do drzewa kolczastym drutem. Dlaczego? Bo szczekają, brudzą w domu, gryzą wszystko co jadalne i niekoniecznie jadalne, tratują dzieci, koty i inne psy, a niekiedy na dodatek wyprawiają się na samodzielne wycieczki. Bo nagle suczka zachodzi w ciążę z całym stadem okolicznych Burków, Reksów i Azorów, bo nasz pies dopadł ciemną nocą jamniczkę sąsiada i ten ostatni za mniej więcej dwa miesiące zacznie domagać się alimentów. A poza tym chcą jeść. Co najmniej dwa razy dziennie, na dodatek przyzwoitą karmę – i to już obraza ludzkiego majestatu, bo dlaczego nie resztki kartofli i rozmoczony chleb? Dla ludzi bez serca powód się zawsze znajdzie. I to niejeden.

Tym skrzywdzonym psiakom należy pomóc. Od tego jesteśmy my – labradory.org, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Nie mamy dotacji od państwa ani z Unii Europejskiej, musimy więc liczyć na życzliwych i czułych na psie nieszczęście ludzi. Ta życzliwość i czułość to jednak nie tylko wsparcie finansowe (tak zresztą bardzo potrzebne) – to również właśnie idea Domów Tymczasowych, stanowiących deficytowy „towar” na labowym „rynku”.

Psy trafiające pod naszą opiekę są zwierzętami nierzadko ogromnie zranionymi przez człowieka, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. To labradory, które zapomniały czym jest głaskanie, pieszczota ludzkiej ręki, pełna miska i ciepłe legowisko. To psy, które smycz znają często tylko z bicia, kolczatkę noszą jako zwyrodniałą „ozdobę” już od szczeniaka (bywa, że nie zdejmowaną wcale, aż wrasta w szyję, bo, świnia wredna, nie chce rosnąć razem z psem!), wodę mają w kałużach lub kurzym poidle, pchły i kleszcze obozują na ich futrze, zaś robale w środku. To psy, które częstokroć nie znają zasad czystości w domu, nie wiedzą, że parkiet w salonie nie jest właściwym miejscem na zostawienie mokrej i intensywnie „pachnącej” niespodzianki, nie znają podstawowych komend typu „siad”, „leżeć” i „zostań”. To również psy, w których kipi burza hormonów i wskakiwanie na każdą suczkę w celach „prokreacyjno – rozrywkowych” jest dla nich zachowaniem normalnym i społecznie akceptowanym. Oczywiście w suczkach również szaleją wulkany hormonalne, co zazwyczaj kończy się miotem szczeniąt dwa razy do roku, powyciąganymi sutkami, a w końcu nawet ropomaciczem i nowotworem sutka.

W Domu Tymczasowym labrador/(ka) w pierwszej kolejności otrzymuje pomoc lekarzy weterynarii – szczęściarze mogą mówić jedynie o podstawowym przeglądzie weterynaryjnym oraz profilaktyce zdrowotnej i przeciwkleszczowej. Większość psiaków jednak wymaga specjalistycznego leczenia, odratowania stanu skóry, sierści i pazurów, a zwłaszcza zabiegu sterylizacji/kastracji.

Tymczasowi Opiekunowie chipują psy, rejestrują je w krajowych i międzynarodowych bazach, lecz przede wszystkim dają Rodzinę. Dają labradorowi coś, o czym On już zapomniał, że istnieje – miłość i wychowanie, czułość i zasady, wolność i konsekwencję.

Dom Tymczasowy jest ratunkiem, pierwszą pomocą dla osieroconego, skrzywdzonego labradora. To właśnie tam, przez co najmniej kilka tygodni (a nawet miesięcy) psiak poznaje od nowa zasady społeczne obowiązujące w ludzko – psim świecie, uczy się właściwego okazywania emocji, tolerancji dla różnych ludzkich dziwactw (których na pewno w psim pojęciu nie brakuje), akceptacji innych dwu – i czworonożnych stworzeń. To właśnie w Domu Tymczasowym wpajamy psu, że zobaczonego przez przypadek kotka nie należy od razu zeżreć w ramach przekąski, że walka wręcz (a raczej „wząb”) z dwukrotnie mniejszym pinczerkiem nie zawsze musi się skończyć przegraną pinczerka, że robienie kupy tuż pod balkonem sąsiada jest nie tylko niemile widziane, ale przede wszystkim głośno krytykowane (do rękoczynów i wezwania policji włącznie). Pokazujemy psu, iż warczenie przy misce nie jest oznaką wysokiej psiej kultury, zaś łapanie listonosza za kostkę nie powinno stać się stałym zwyczajem. Przede wszystkim zaś dajemy psiakowi bezgraniczną miłość, głaskanie, drapanko po tyłeczku, fizyczne i duchowe wsparcie, zdarza się, że miejsce na łóżku i kanapie w salonie oraz (w granicach rozsądku) pełną akceptację.

W Domu Tymczasowym z psa robi się Pan Pies/Pani Suczka, z labradora – Pan Labrador/Pani Labrador. Psiak zyskuje swoje miejsce w stadzie, czuje się potrzebnym, kochanym, najcenniejszym towarzyszem Człowieka. Tymczasowi Opiekunowie pracują z nim, uczą go podstawowych zachowań, chodzenia na smyczy, reagowania na polecenia oraz psich stosunków społecznych. Przeprowadzany jest zabieg sterylizacji suczek i kastracji psów, odbywa się pełna diagnostyka weterynaryjna i wdrażane jest właściwe leczenie. Obserwuje się zachowania psa wobec dzieci, kotów, innych psów, w miejskim parku i na wiejskiej łące, w gabinecie lekarskim i w podróży.

Życie labradora przed Domem Tymczasowym to jedna wielka niewiadoma – dlatego te kilka tygodni/miesięcy potrzebne jest, aby te ciemne plamy z przeszłości pomalować na jasne, życiowe kolory, odkryć co psa cieszy, a czego się on boi, co potrafi, a co go denerwuje, co lubi i co może jeść. To jest czas także dla nas – na znalezienie psu Nowego, Stałego Domu, gdzie będzie kochany i szanowany, i gdzie zostanie już na resztę swojego psiego życia. Gdzie Nowi Właściciele czekają właśnie na Niego.

Tymczasowy Opiekun to ktoś, komu nie straszne są częste spacery, ma na nie chęci i czas, kto lubi pracować z psem, cierpliwie i z miłością, ale też konsekwentnie, kto kocha psy, a labki w szczególności i rasę tę zna.

Zdarza się, że boimy się adopcji psa, nie wiemy, czy będziemy potrafili przyjąć go jako pełnoprawnego członka stada, czy podołamy finansowo i wychowawczo posiadaniu labradora – pytań jest bardzo wiele. Bycie Domem Tymczasowym pozwala na stopniowe oswojenie się z rolą Właściciela, jako najlepszego przyjaciela psa, sprawdzenie swoich umiejętności trenera i wychowawczej konsekwencji. Uwidocznia nam koszty utrzymania labka, których jednak Tymczasowi Opiekunowie nie ponoszą – są one pokrywane z formowego funduszu. Przekonujemy się, że psie kudełki na fotelu, czy też w kanapce z szynką wcale nam tak bardzo nie przeszkadzają, a basowe poszczekiwanie staje się niezbędnym elementem życia rodzinnego. Zauważamy, że pocieszne machanie ogonem, „uwalanie się” z rozkosznym jękiem na naszych stopach, czy sapiąco – ziejące 40 kilogramów przytulone czule do naszych kolan budzi w nas czułość, radość i poczucie wspólnoty z drugą istotą.

Te tygodnie spędzone „na tymczasie” to próba dla obu stron – psiej i ludzkiej, to wzajemna tolerancja i akceptacja słabostek oraz dziwacznych zachowań, to nauka wzajemnego szacunku, miłości i wspólnego życia pod jednym dachem. Kiedy ten „czas – tymczas” minie, może się okazać, że nasz psi przyjaciel zostanie w naszym domu na stałe, ku obopólnej radości i satysfakcji. Jednakże aby tak się stało, trzeba chcieć podarować Dom Tymczasowy Labradorowi. W tym celu wystarczy się z nami skontaktować. Poprosimy o wypełnienie ankiety, a potem o spotkanie bezpośrednie, zawsze bowiem poznajemy osobiście Tymczasowych Opiekunów. Potem zaś służymy pomocą – 24 godziny, 7 dni w tygodniu.

kontakt:
608391927 (Ryszard), 889856600 (Małgorzata), 607492249 (Martyna)
adopcje@labradory.org


Prosimy – Podaruj Dom Tymczasowy – uratuj Labradora! On odpłaci miłością, taką prawdziwą, płynącą prosto z labowego serca!

One  zawsze  czekają na Ciebie!

pseudohodowla

lovi

błąkający się labrador

Dom Tymczasowy – miejsce, w którym pies (nie tylko labrador) znajduje pomoc weterynaryjną, emocjonalną i społeczną, w którym na powrót staje się Osobą, pełnoprawnym członkiem rodziny, w którym może powrócić Jego wiara we własne psie możliwości i w Serce Człowieka.

oprac. E. Frankiewicz

21 thoughts on “Tymczasowy Człowiek”

  1. Wzruszający artykuł. Robicie Państwo niesamowite rzeczy dla labków. Bardzo proszę o informację jak można wspomóc labradory.org finansowo ?

  2. Piękny i prawdziwy artykuł! Aż łzy cisną się do oczu, że istnieją ludzie, którym nie jest obojętny los tych wspaniałych psów. Nie jestem w stanie stworzyć takiego domu, ale jestem z Wami całym sercem i trzymam kciuki by coraz więcej ludzi angażowało się w takie wspaniałe akcje. Pozdrawiam serdecznie.

  3. No cóż. Sama prawda. Nie mogę na razie pomóc – mój 15 – to letni labrador wymaga wiele uwagi i czasu aby mógł spokojnie doczekać swoich dni razem z nami. Ale jeśli nas opuści , zgłoszę się zaadoptować psiaka od Was. Na razie trzymam kciuki za Waszą pracę. Pozdrawiam.

    1. Życzę Ci abyś mogła cieszyć się jak najdłużej swoim psiakiem ! Mój Gordon ma 9 lat, chodzę już z duszą na ramieniu, jak tylko coś widzę w jego zachowaniu nie tak to zaraz mi się gorąco robi !

      1. Na spokojnie, 9 lat to młody wiek. Mój ma prawie jedenaście i jest jak szczeniak. Mieliśmy już adopcje psów które miały więcej niż 10 lat. Proszę się tak nie martwić bo Gordon na pewno to wyczuwa.

  4. Byłabym się być tymczasem bo pewnie wszystkie laby bym zostawiła u siebie….. Serce by mi pękło gdybym po miesiącu musiała oddać
    Dlatego szukam do adopcji suni labusiowej która będzie akceptować koty i inne psiaki Gdyby państwo mieli coś na oku w okolicach małopolskie lub śląskiego województwa bardzo proszę o namiary

  5. Adoptowalam takiego labcia wyrzuconego do lasu. Nie bylam domem tymczasowym. Chcialam pomoc starszemu labkowi, ktorego ktos inny sie pozbyl w tak okrutny sposob. Juz po kilku tygodniach stal sie moim „cieniem”. Wiem, jak potrafia rozrabiac labradory, bo mialam juz takiego psa, ale moj Lobo (nowe imie) stara sie jak moze, bym byla z niego zadowolona. To najcudowniejszy pies na swiecie. Moj poprzedni labus tez byl najcudowniejszy, ale w inny sposob. Nie wyobrazam sobie, ze moglabym go teraz oddac w inne rece. Polecam wszystkim, ktorzy zastanawiaja sie nad adopcja. Nie kupujcie psow z podejrzanych hodowli. Schroniska sa pelne wspanialych zwierzat jedno- i wielorasowych. Wszystkie zasluguja na milosc, szacunek i dom.

  6. Po śmierci naszego pierwszego labradora ukochanego i mojego wymarzonego nie dało się żyć bez psa, dosłownie. Zaczęłam szukać w internecie w schroniskach. Gdy zobaczylam zdjęcie Marsa ( imię w schronisku), serce mi ogłupiało. Wysłałam zdjęcie mamie, bo była w kiepskim stanie emocjonalnym…
    No i nie bylo innej opcji. Po wstępnej rozmowie podróz do Konina na zapoznanie. Rodzice poznali jego historię, zostal wyrzucony, miał dom, bardzo reaguje na dzieci, reagowal na swoje imię z tamtego domu. Wychydzony, śmierdzący ( przepraszam) , żywiolowy, mimo wszystko radosny i pełen miłosci. Kolejna wizyta , to bylo już zabranie Bazyla- Gustawa, tak, tak 2 piękne imiona;)
    Ma teraz ok.3.5 lat, z Rodzicami od 24 listopada 2015r. Wiedział, że jedzie do domu, wszystko bylo przygotowane. Pi wejściu obwąchal wszystko, napil się wody i poszedł na kocyk… Po miesiącu doszedł do wagi , nie ma żadnego zapachu. Pachnie ładnie…. włoszczyzną, ryżem, jogurcikiem, bananem. Jedyne co mu zostalo, to jedzenie na spacerze. Wyszukuje, co się tylko da, ale jest lepiej.
    Jest cudowny, pieszczoch, ufny, mądry, grzeczny, ocean miłości i cierpliwości, choć ma głupawki;)
    Mogłabym tak pisać i pisać….
    To cudowne psy, ale to nie maskotki. To duże, baaaardzo silne psy. Zimą zdażalo mi się nieraz klapnąć na dupsko, jak mnie szarpnął, albo puścić smycz, bo nie mogłam utrzymać, a nie jestem małą dziewczynką. Pitrzebują porządnych spacerów, ruchu, uczucia, pewnej dozy stanowczości- głównie jeśli chodzi o jedzenie i miłości!!!!!
    Poryczałam się, gdy przeczytałam ten artykuł. Ludzie są okrutni, niepiważni, nieodpowiedzialni!!!!
    Domy tymczasowe są b. Potrzebne.
    My wzięliśmy prosto ze schroniska i trochę się baliśmy, jak to będzie. Nic prawie o nim nie wiedzieliśmy, naprawdę!
    Jest cudowny, tak miało być, po prostu…
    Dla Państwa szacun i ukłon do samej ziemi za Waszą miłość i oddanie i pracę!!!❤❤❤

  7. Labki to mądre piękne psy kochają i potrzebują miziania i kochania a odpłacą nam oddaniem i wiernośćą. I nie mogę zrozumieć ludzi którzy tak krzywdzą te słodziaki ,czy też inne psiaki .Jak Folko przybył do naszego domu uznałam żę to najpierw musze się nauczć jak konsekwentnie wymagać od niego posłuszeństwa nie karcąc go, lub pozbywając się go!. I tak długie spacery zabawa,miłość okazana z łobuziaka wyrósł na pięknego psa . Niestety odszedł mając nieco ponad 8 lat co pogrążyło nas w rozpaczy ,to już trzeci mies a nam tak trudno się z tym pogodzić.Tym wszystkim którzy chcą zakupic małego słodziaka, pomyślmy czy oby podołamy obowiązkom i od powiedzialnością jaka nas czeka przez kilkanaście lat.Aby wasz mały biszkopcik nie znalazł się w sytuacji jaką widziałam na powyżej umieszczonych fotografiach . Pamiętajmy psy mają duszę ,kochają i są nam oddani bezwarunkowo .I to jaką krzywde wyrządzamy innym ona wraca do nas i nie będzie inaczej.!!!

  8. Mieliśmy kiedyś takiego biszkoptowego potworka , był z nami przez 12 lat . Był to najlepszy czas w naszym życiu , lecz niestety rak zabrał go nam 2 lata temu . Chociaż czas powoli zabija ból po Jego stracie , to jednak wspomnienia wciąż wywołują łzy . Dziś nie stać nas już na utrzymanie takiego psa , bo nasz Atos był wyjątkowo i pechowy i chorowity więc koszty utrzymania nie są nam obce , ale serce wciąż się wyrywa by jeszcze choć raz , jedyny raz taki mądry łebek ułożył się na mych kolanach . By poczuć zapach Jego sierści , ciepłotę jego masywnego ciała w nocy na łóżku , by zobaczyć Jego wariacje i 100 pomysłów na minutę . By w lutym na siłę go wyciągać z wody , bo On chce pływać , by lądować na krzaku dzikiej róży bo tam była jakaś suczka , by mnie ciągnął na kolanach po trawie kilka metrów bo chce się przywitać z innym pieskiem . Dużo mogę dać za to by znów ta rasa zagościła w moim domu , jeżeli jest to możliwe bardzo bym chciała zostać domem tymczasowym , mój tel. 6……..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *