Mieszko – wiadomość, o jakiej tylko marzyliśmy – nieaktualne

Labrador Mieszko

Wyadoptowany.  Wieści z domu tymczasowego.

Gdy równo dwa tygodnie temu ruszałyśmy z Maria Waśkiewicz o 5 rano w 400-kilometrową trasę, samochód chyba aż przysiadł od obaw, które nam ciążyły. Na miejscu przywitał nas straszliwy jazgot z dziesiątków psich gardeł, a my wiedziałyśmy, że gdzieś wśród nich jest ten jeden, po którego przyjechałyśmy. Gdy przyprowadzono nam bezimiennego psa o numerze PA-2589, serce podeszło mi do gardła. Brudne, cuchnące, dyszące, nie siedem, a sto siedem nieszczęść, głuche, chyba ślepe, z wielkim guzem na łapie, krwią sączącą się ze wszystkich łap i malinową papką zamiast kupy. Zdrowy miał tylko apetyt i ten ogon, który nie przestawał merdać. Uczynne panie na naszą prośbę zabrały smrodka na szybką kąpiel, a ja usiadłam na zimnym schodku przed biurem schroniska i pomyślałam, że za chwilę zabiorę do domu psa, którego być może za kilka dni będę trzymać za łapę, gdy trzeba będzie pomóc mu odejść. I wiedziałam, że siły na to muszą się gdzieś w środku znaleźć, a Labradorowe serca i labradory.org będą wspierać mnie na każdym kroku.

Myślałam o tym wszystkim, gdy dziś rano sunęliśmy z Mieszkiem przez zapchaną Warszawę na konsultację onkologiczną, my z Markiem ze strachem w sercach, Mieszko z głodem w brzuszku – co jak wiadomo, jest dużo gorsze. W przychodni wypełniłam jego kartę, uświadamiając sobie, jak mało o nim wiem. Wyjazdy zagraniczne? To akurat pewnie nie. Przebyte choroby? Na pewno jakieś były… Operacje? Kto wie… Pies zagadka. Pies znikąd. Pies bez przeszłości.

Onkolog długo oglądał zdjęcia z prześwietlenia Mieszka. Potem dokładnie przeczytał dokumentację medyczną Mieszka, który dorobił się już całego folderu. Mieszko przysypiał w tym czasie na podłodze, zupełnie nie czując, że ważą się jego losy. Wreszcie pan doktor zbadał Mieszka, sprawdzając wszystko po kolei. A po badaniu orzekł, że…

…to najprawdopodobniej NIE JEST NOWOTWÓR!!!

Nie uwierzycie, jak trudno się skupić, gdy w głowie śpiewają skowronki – a opis dostanę mailem trochę później – ale postaram się przybliżyć słowa pana doktora. Moje ulubione to „Bardzo bym się zdziwił, gdyby to był nowotwór”! Na zdjęciu z prześwietlenia nie widać wszystkich oznak nowotworu. Według niego u Mieszka doszło do zakażenia w obrębie stawu, które teraz już ustępuje. Czy możecie sobie wyobrazić, że ta łapa mogła wyglądać dużo gorzej? Ma to najprawdopodobniej związek ze stanem zapalnym, który toczy się też w pozostałych łapkach, powodując te okropne rany.

Konkretny plan działania będziemy ustalać w naszej przychodni, ponieważ jak na razie Mieszkowi onkolog nie jest potrzebny! Mieszka czeka jeszcze posiew z ranek i długa antybiotykoterapia, a za 1-1,5 miesiąca powtórzenie prześwietlenia łapy, aby zobaczyć, czy następuje progresja. I tylko w takim wypadku (a nie chcemy nawet myśleć, że mogłoby do tego dojść) przeprowadzona zostanie biopsja. W tym momencie jednak biopsja, czyli pobranie wycinka kości, nie jest najlepszym rozwiązaniem ze względu na ryzyko, jakie niesie narkoza, oraz ból, jaki Mieszko by później odczuwał. Jeżeli w stawie jest zakażenie, biopsja mogłaby doprowadzić do pogorszenia obecnego stanu. Podsumowując, Kochani, ściskamy mocno łapki, ale możemy chyba powiedzieć, że… MIESZKO BĘDZIE ŻYŁ! Nie wiemy oczywiście, jak długo, tego nie wie z nas nikt, a łapki nie odzyskają nigdy pełnej sprawności – ale Mieszko w najbliższym czasie nigdzie się nie wybiera! Trzymajmy mocno kciuki, aby czas potwierdził tę wspaniałą dla Mieszka diagnozę. Chyba los nie będzie tak okrutny, żeby z nas tak zakpić…

Mieszko uczy nas wszystkich, że zawsze trzeba walczyć, nawet gdy walka wydaje się beznadziejna, a rezultat z góry przesądzony.
Że nieważne, jak bardzo jest źle, ogon w górę i do przodu, bo tam z przodu może jest lepiej.
Że gdy wokół zapada ciemność, to czasem tylko po to, by wkrótce zabłysnęły tysiące świateł.
Że czasem dostajemy drugą szansę.
Że czasem zdarza się cud.

Dziękujemy Wszystkim za ogromne wsparcie duchowe i finansowe – i prosimy o dalszą pomoc. Przed Mieszkiem jeszcze szereg badań i długie leczenie.

I nie zapominajmy, że przed nami jeszcze jedno, najważniejsze zadanie – przecież musimy temu pięknemu dżentelmenowi znaleźć najwspanialszy pod słońcem DOM! Udostępniamy!

Oprac. M. Michalak

DOKONAJ WPŁATY.
PODARUJ LABRADOROWI SZANSĘ NA GODNĄ STAROŚĆ!

Bezpośrednio na konto fundacji:

FUNDACJA PRZYJACIELE CZTERECH ŁAP
ROKITNO 2
74-304 NOWOGRÓDEK POMORSKI
PayPal: fundacja@przyjacieleczterechlap.pl
PKO BP 39144011850000000017295136
z dopiskiem Mieszko

Poprzednie wpisy:
Mieszko wciąż czeka – na diagnozę i na własny dom
Labrador Mieszko przedstawia się w filmie
Historia Mieszka –  Labrador Mieszko pragnie pogodnej starości
Labrador z nowotworem, nie pozwoliliśmy mu umrzeć w schronisku
Starszy labrador z nowotworem. Potrzebny dom tymczasowy

Kontakt:
608391927 (Ryszard), 607492249 (Martyna), 889856600 (Małgorzata), 669585207(Katarzyna),
adopcje@labradory.org

Labrador MieszkoLabrador Mieszko

4 thoughts on “Mieszko – wiadomość, o jakiej tylko marzyliśmy – nieaktualne”

  1. Wspaniałe wieści!!! Jestem pewna że przy takiej determinacji opiekunek i innych psich mam Mieszko będzie miał najlepszą opiekę pod słońcem i chłopak będzie zdrowial:) Trzymam kciuki:) Sto lat Mieszko:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *