
Emi trafiła do nas zaledwie parę miesięcy temu, a dokładnie 22 grudnia 2014 roku o godz.23. Jechałam po nią pełna obaw, w głowie kłębiły mi się myśli – a co będzie jak się nie dogada z rezydentkami, jak nie będzie chciała jeść albo ja sobie nie poradzę z opieką.
Ależ ja byłam głupia.
Gdy ją zobaczyłam, oniemiałam z wrażenia, serce mało mi nie wyskoczyło z piersi – piękna smukła sylwetka, mordka przyprószona siwizną, ogon który wywijał ósemeczki i niesamowita radość (cieszyła się całą sobą). Tylko te powyciągane cycuchy, które świadczą o tym, co musiała przeżyć wcześniej (wiele porodów i opieka nad szczeniakami). Chciałam ją już tylko przytulić i powiedzieć: teraz już będzie dobrze.
Muszę Wam powiedzieć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia.
Czytaj dalej Królowa Emi – wrażenia z domu