Dojrzały przystojny blondyn chętnie nawiąże dożywotnią znajomość z człowiekiem

Edi, labrador do adopcji

Samotność i strach to cena, jaką Edi zapłacił za kilka lat dobrego życia.

Edi jest około 10-letnim biszkoptowym labradorem. Na życie nigdy nie patrzył przez różowe okulary, jakkolwiek pamięta czasy, gdy mieszkał w domu. Byli opiekunowie, było zainteresowanie i coś na kształt przywiązania. Niestety tylko na kształt, ponieważ gdyby było to prawdziwe uczucie dziś pies leżałby u boku swego pana i spod przymkniętych powiek zerkał na krzątającą się w kuchni panią. Tymczasem Edi pomieszkuje w domu osoby o dobrym sercu, która przygarnęła go i zaopiekowała się nim.

Nie znamy dokładnie życiorysu Ediego, ale wszystko wskazuje na to, że póki był młody, zabawny i do czegoś potrzebny, traktowano go jak członka rodziny. Jednak wraz z każdym nowym siwym włosem, który pojawiał się na brodzie psa zainteresowanie nim malało. Pan nie chciał już widzieć Ediego obok siebie na kanapie, pani wyrzucała go z kuchni, a młodym domownikom nagle zaczęło brakować czasu na choćby krótkie spacery z czworonogiem. Podjęcie decyzji o przeniesieniu Ediego na podwórko było już tylko kwestią czasu. I pewnego dnia stało się. Edi wyjątkowo poszedł na spacer, ale gdy zmęczony godzinną wędrówką chciał wejść do domu, nagle drzwi zamknęły się przed jego nosem i pies został na podwórku sam. Co gorsza zapadł już zmrok i zrobiło się zimno. Dla zwierzęcia przyzwyczajonego do pokojowych temperatur spanie na mrozie było szokiem. Co prawda na skraju działki pan postawił „swojemu pupilowi” budę, ale nie dość że z tektury, to z otworem, w który mieściła się jedynie głowa Ediego. To jednak było już poza jakimkolwiek zainteresowaniem właścicieli. Podobnie jak to, że na dworzu robiło się coraz zimniej, śniegu przybywało, a Edi spał poza budą. Nie zauważali, że nie miał co pić, bo woda w misce zamarzła, a wokół budy zaczęły piętrzyć się odchody. Nikt wreszcie nie spostrzegł, gdy pewnego dnia Edi wymknął się przez niedomkniętą furtkę i nie wrócił ani tego samego dnia, ani następnego. Ale czy miał gdzie i po co wracać?

Na zmarzniętego i głodnego Ediego natknęła się dobra kobieta, bez wahania zabrała psa do domu, nakarmiła i rozpoczęła leczenie. A leczenie było konieczne, ponieważ labek miał odmrożony odbyt i jądra. Tyle zostało mu w ramach pamiątki po poprzednich „opiekunach”. Aktualnie Edi mieszka w okolicach Warszawy w domu tymczasowym u Pani Magdy. Ogólny stan zdrowia psa dobry. W związku z odmrożeniem został też wykastrowany.

Obecnie Edi szuka stałego, prawdziwego domu, w którym byłby szanowany i kochany. Pies jest bardzo grzeczny, zarówno w domu, jak i na dworze. Zachowuje czystość. Jest bardzo cierpliwy, grzecznie zostaje sam. Spokojnie spaceruje na smyczy. Kocha ludzi, a nade wszystko dzieci i nie marzy o niczym innym, jak tylko spędzić starość w ich towarzystwie. Czy jest to możliwe? Czy znajdzie się dla niego dom? To pytanie wciąż krąży po biszkoptowym łebku Ediego. Może to właśnie Ty udzielisz mu najlepszej odpowiedzi?

Oprac. Renata Kamińska

Nie wydajemy psów do budy lub do kojca.

Kontakt w sprawie adopcji:
510957071 (Bernadetta), 573981988 (Kasia),
✉ adopcje@labradory.org

Edi, labrador do adopcjiEdi, labrador do adopcji Edi, labrador do adopcjiEdi, labrador do adopcjiEdi, labrador do adopcjiEdi, labrador do adopcji

2 thoughts on “Dojrzały przystojny blondyn chętnie nawiąże dożywotnią znajomość z człowiekiem”

    1. W Łodzi. Prosimy o kontakt telefoniczny ☎ 608 391 927 (Ryszard), 573981988 (Kasia), 510957071 (Bernadetta)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.