Dianusia, Niunia, Niutka, Niuteńka, Serduszko, Słoneczko, Pysia i Pysiulek

Labradorka Diana

Mówią, że nie oddaliby mnie nikomu za żadne skarby świata. ❤️

List od naszej adoptynki Dianki:

Witam wszystkich. To piszę ja – Dianka. Kiedyś mówiliście o mnie: Dianka z pseudohodowli. Ale to już przeszłość. Teraz jestem Dianka z Wielkopolski. Moje człowieki nie zmienili mi imienia, ale dodali nowe. Teraz jestem Dianusia, Niunia, Niutka, Niuteńka, Serduszko, Słoneczko, Pysia i Pysiulek. Mój najstarszy człowiek mówi, że mam więcej imion, niż nie jeden Hiszpan. Tylko co to jest ten „hiszpan”, da się to jeść ? Bo jeść to ja uwielbiam, jak każdy labek. Co do jedzenia – z moimi człowiekami zawarliśmy układ: ja nie jem ich jedzenia, a oni nie jedzą mojego. Już pół roku mieszkam z moimi człowiekami i jeszcze nie spróbowałam, co oni jedzą. Ale najważniejsze, że oni nie wyjadają mi niczego z mojej miski.

Moich  człowieków poznałam 13 czerwca 2020 r. Musiałam być dla nich ważna, bo do Katowic  przyjechali po mnie wszyscy: Pani Mariola, Pan Arek i Magda. Mówili, że przejechali 300 kilometrów, by mnie poznać i zabrać do siebie. Od razu się pokochaliśmy. Z Magdą to nawet bardzo, bo razem jechałyśmy do domu  na tylnym siedzeniu w samochodzie. Ja jej kładłam mordkę na kolanach, a Magda całą drogę mnie gładziła. Jak ja lubię głaski! Do dzisiaj! W domu czekała na mnie jeszcze Tośka. Taka czarno – biała też na czterech nogach. Pani Mariola mówi, że to kot. A ja myślałam, że tylko pieseły chodzą na czterech łapach . Z Tośką żyjemy oddzielnie. Pani Mariola twierdzi, że przy pierwszym spotkaniu za bardzo chciałam ją polizać i Tośka się wystraszyła. Dziwna ta Tośka.

Pamiętacie ? Kiedyś bałam się wody. Dzisiaj już nie. Całe lato mieszkaliśmy w domu nad jeziorem. Codziennie chodziliśmy z moim Panem Arkiem  na spacery, które kończyły się na brzegu jeziora. Na początku się bałam wody. Ale któregoś razu zobaczyłam, że Pan Arek wszedł do wody i nic mu się nie dzieje. Wtedy ja sama weszłam za nim. Nie za głęboko, tylko do moich kolan. Było tak fajnie, że w wodzie odtańczyłam mój taniec. Jak jestem z czegoś zadowolona to skaczę, jak źrebaczek. Tak mówi o mnie Pan Arek. To jest właśnie ten mój taniec.

Jesteście pewnie ciekawi, jak tam jest z moim chodzeniem. Nic się nie zmieniło. Chodzę po swojemu. Tylne nóżki mam słabsze. Opieram się na przednich nogach i czasami, jak stoję, to przypominam krówkę. Ale Pan Arek twierdzi, że przede wszystkim nic się nie zmieniło na gorsze i z tego trzeba się cieszyć. No to ja się cieszę, skoro tak mówi mój człowiek. Bo ja Pana Arka bardzo kocham. Lubię, kiedy mój człowiek leży ze mną, gładzi mnie po brzuszku, a ja go wtedy liżę po twarzy. I czekam, kiedy będę mogła go złapać za nos. Kilka razy już próbowałam, ale na razie się nie udało. Bo gryźć to ja lubię. „Zjadłam” już jednego szarpaka, duży kong, żółwikowi odgryzłam główkę i nogi i ogonek, że teraz przypomina najeżoną piłkę. Panią Mariolę też bardzo kocham. Ona także  mnie gładzi i całuje w mnie w oczki. Mówi, że ja nie mam oczek,  tylko takie dwa piękne bursztynki. Czy Pani Mariola mówi o moich oczkach dobrze ?

Moje człowieki pracują. Ja nie wiem, co to znaczy, ale jak moje człowieki jadą do pracy – to mnie zabierają. Ta praca jest poza domem i musimy tam dojechać samochodem. Ja lubię jeździć samochodem. Opracowaliśmy z Panem Arkiem sposób wsiadania: najpierw Pan Arek mnie podsadza i wkładam na siedzenie przednie nóżki, a potem Pan Arek łapie mnie za tylne nóżki i wkłada je do samochodu a ja wtedy przesuwam się do środka przednimi łapkami. Wszystko zajmuje nam kilka sekund. Jak widzicie radzimy sobie. Moje człowieki mówią, że dla nich jestem „normalna”. To chyba dobrze, co ? W pracy mam posłanie. Czasami leżę na nim na prawym boku, innym razem leżę na lewym boku, czasami na wprost i patrzę, czy idzie do mnie jakaś ciocia lub wujek w odwiedziny Oni tak często przychodzą tylko po to, by mnie pogłaskać. Jeżeli na tym polega ta praca – to jest ona baaardzo uciążliwa.

Nie wyzbyłam się jeszcze wszystkich lęków. Nie lubię małych zamkniętych powierzchni. Nie lubię zmian. Niepewnie chodzę po nowych podłogach, muszę się do nich przyzwyczaić. Generalnie uwielbiam, jak sprawy się mają bez zmian. Ale Pani Mariola twierdzi, że to z czasem się zmieni. Jestem przecież jeszcze taka młodziutka – mam dopiero 14 miesięcy.

Najważniejsze, że ma swoich stałych człowieków, którzy mówią, że nie oddaliby mnie nikomu za żadne skarby świata. To chyba dobrze mówią, co nie ? Pozdrawiam wszystkich człowieków i wszystkie labki. Nie martwcie się, wy też zostaniecie pokochani. To tylko kwestia czasu. Do następnego razu.

Dianka
Pozdrawiam
Dla przypomnienia:
Diana została poddana badaniom i niestety – zdiagnozowano u niej hipoplazję móżdżku, schorzenie neurologiczne, do którego doszło jeszcze na etapie prenatalnym. Czym charakteryzuje się to schorzenie? W skrócie trudnością z zachowaniem odpowiedniej koordynacji ruchów. I to jedno zdanie obrazuje zachowanie Diany. Sunia chodzi, ale… wężykiem, od lewej do prawej. Za piłeczką biega, ale potrafi zaliczyć przy tym parę fikołków. Gdy siedzi i za bardzo się ucieszy, to zaczyna bujać się na boki…


Poprzednie wpisy:
KTO POKOCHA MAŁĄ DIANĘ? (+FILM) – nieaktualne
Skrzywdzona przez los pięciomiesięczna labradorka Diana nieśmiało pyta o dom (+FILM) – nieaktualne

Labradorka Diana Labradorka Diana Labradorka Diana Labradorka Diana Labradorka Diana Labradorka Diana Labradorka Diana Labradorka Diana

3 thoughts on “Dianusia, Niunia, Niutka, Niuteńka, Serduszko, Słoneczko, Pysia i Pysiulek”

  1. Fajnie, że znalazłaś rodzinke. Nasza Kaja jest o 2 miesiace starsza i taka podobna do ciebie Dianko. Ma chore serduszko i podobne lęki, nad ktorymi powolutku pracujemy.
    Pizdrawiamy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.