Jestem Zoja, bomba miłości – nieaktualne

Zoja, labradorka do adopcji

Wyadoptowana. Nie ma psów lepszych ani gorszych, ale niektóre są wyjątkowe, jak Zoja

Zoja o sobie:

Witajcie ponownie. Tym razem mogę się już przedstawić – jestem Zoja, tak przynajmniej mówią do mnie w miejscu, w którym aktualnie przebywam. To miejsce nazywa się domem tymczasowym. Tymczasowy czy nie, ważne że dom, bo wcześniej różnie z tym bywało…

Chciałabym opowiedzieć Wam o sobie więcej, ale niewiele pamiętam, a może nie chcę pamiętać … Ból, samotność i strach – tego nie zapomnę, bo towarzyszyły mi niemal każdego dnia. Czuję też tęsknotę, ale nie za poprzednim miejscem, lecz za dziećmi, które urodziłam. Wydałam je na świat, ponieważ tak chcieli źli ludzie. Nie raz, nie dwa … Nawet gdybym chciała o tym zapomnieć, wystarczy że spojrzę na mój wyciągnięty brzuch i duże sutki. Moje zęby też nie przypominają psich. Są starte, a może powinnam powiedzieć spiłowane. Takie życie wiodłam przez długi czas, aż w końcu stuknęła mi 60-tka w przeliczeniu na ludzkie lata, więc uznano mnie za zbędny balast i wyrzucono. Nie miałam dokąd pójść, więc położyłam się przy jakimś ogrodzeniu i tak leżałam. Podobno kilka dób, aż do dnia, w którym ktoś się mną zainteresował i zabrał stamtąd. Dobrzy ludzie pozwolili mi u siebie pomieszkać. Nie trwało to długo, ale powtarzali, że znajdę dom, rodzinę i że ktoś mnie w końcu pokocha.

Wiecie co, nie kłamali! Po kilku dniach inni dobrzy ludzie zapakowali mnie w busa i zawieźli do kolejnego domu, tego tymczasowego. Odebrała mnie jakaś kobieta. Ot taka, nic szczególnego. Ale podobało mi się w niej to, że nie krzyczała, nie denerwowała się na mnie. Okazało się, że w tym domu oprócz niej mieszka jeszcze troje ludzi – facet i dwoje podrostków. Spoko, myślę sobie, też są mili. Gorzej, że nagle spomiędzy nich wychyliło się coś podobnego do mnie, tylko pomalowane na beżowo. I młodsze, radosne, jak ja, ale dawno temu. W sumie, myślę sobie, skoro ona jest tak szczęśliwa, to może i mnie będzie tu dobrze.

Zaraz minie tydzień, odkąd się tu sprowadziłam i wiecie co – nie żałuję. Nie chodzi tylko o to, że jest mi ciepło i mam, co jeść. Czuję się tu kochana, potrzebna, doceniana. Mam imię. Jeszcze na nie nie reaguję, ale przyjdzie ten moment. Nikt tu na mnie nie krzyczy. Wręcz odwrotnie, to ja czasem muszę warknąć na to biszkoptowe dziewczę, ale spoko, młoda jest, da się wychować, choć pani mówi, że w nowym domu powinnam być jedynaczką. Ta biszkoptowa czasem nawet okazuje się przydatna. Pokazała mi na przykład sypialnię z fajnym łóżkiem. Lodówkę sama odkryłam. Pan ją często otwiera, więc i ja szybko się zorientowała, co mu się w niej tak podoba. Podzielam jego zdanie, też lubię być w jej pobliżu.

Ta nowa pani mówi o mnie, że jestem wyjątkowa albo, że śliczna, cudna, wyjątkowa. Wow, duże tego. Nie wiem dokładnie, co znaczą te wszystkie słowa, ale gdy je wypowiada uśmiecha się i mnie przytula, więc chyba jest dobrze. Pozostali też często mnie głaszczą i przytulają. Lubię z nimi przebywać. Lubię chodzić na spacery do lasu, bawić się zabawkami, spać na fotelu, gdy pani pracuje albo w nocy w sypialni, nawet jeśli muszę spać na legowisku, a nie w łóżku. Jest mi tu dobrze i czuję się bezpieczna. Ufam im, daję się nawet miziać po brzuchu, moim zniszczonym brzuchu. I tak sobie myślę, że skoro w domu tymczasowym może być tak fajnie, to co dopiero czeka mnie w domu stałym? Tym jedynym, wymarzonym? Może i mnie się poszczęści i go znajdę …

Nie wydajemy psów do budy lub do kojca.

Kontakt w sprawie adopcji:
573981988 (Kasia), 510957071 (Bernadetta), 607991873 (Grażyna),
✉ adopcje@labradory.org

Zoja, labradorka do adopcji Zoja, labradorka do adopcjiZoja, labradorka do adopcjiZoja, labradorka do adopcjiZoja, labradorka do adopcji

2 thoughts on “Jestem Zoja, bomba miłości – nieaktualne”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.