Przeczytajcie historię miłości Kamy i Gosi (+film)

Labradorka Kama

Kama i Gosia – PROSZĄ O WSPARCIE!

Gosia ma 34 lata. W wieku 21 lat postawiono jej diagnozę SM – stwardnienie rozsiane. Okrutne zmęczenie, infekcje, zawroty głowy, słabość. Szpital za szpitalem. Gosia śmiała się nawet, że jest taką świąteczną dziewczyną bo zawsze albo Wielkanoc, Gwiazdka czy też inne ważne wydarzenia, a ona w szpitalu. Ta waleczna osóbka zaliczyła już naukę chodzenia na nowo, problem z myśleniem, słuchem, wzrokiem i wiele innych dla niej już zwyczajnych objawów. Zawsze była silna i wywalczyła sobie leczenie, najpierw w Szwecji następnie już w Polsce.

Każdy kto ma styczność z tą chorobą doskonale wie, że bywa ciężko i nie jest lekko ale najważniejsze to uśmiech na twarzy, życzliwi ludzie, cel w życiu i najważniejsze – nigdy się nie poddawać!

W domu rodzinnym Gosi zawsze były zwierzęta. Psy, papugi, świnki morskie, chomiki, myszki, była nawet jaszczurka i żółw czerwonolicy. To rodzice nauczyli Gosię miłości i szacunki dla drugiego człowieka oraz zwierząt. Zawsze powtarzali: „ naje się dwóch to i trzech, a jak już trzech to i dla czwartego i piątego wystarczy.” , że ciepłego konta i jedzenia nikomu się nie żałuje.
3 maja 2013 roku, w drugą rocznicę śmierci wspaniałej Mamy Gosi, na cmentarzu stanęła na jej drodze Kama. Bidulka szukała wody i kontaktu z człowiekiem. Spijała wodę z pomnika, gdy inni ludzie go myli. Cudna, ufna, czekoladowa labradorka.

Odprowadziła Gosię do samochodu i została na cmentarzu. Gosia jednak wróciła po nią, bo nie mogła przestać o niej myśleć. Kama była tak zmęczona, że zasnęła na stojąco pod prysznicem. Była tak brudna,że brud zszedł dopiero chyba po trzeciej kąpieli…. ze zmęczenia miała czerwone oczy .. wypiła miskę wody …
Sunia miała urojoną ciążę. Dziewczyny zaczęły wspólne życie. Kama została wyleczona, wysterylizowana i wzorowo zaliczyła psiowe szkolenie. Niestety… wkrótce okazało się, że suczka ma niewydolną trzustkę ( musi dostawać 2 razy dziennie Kreon – enzymy trawienne ), a do tego doszedł jeszcze problem z notorycznym uczuleniem i zapaleniem uszu..

Po prawie roku na testach alergicznych stwierdzono alergię na: roztocza kurzu domowego, roztocza magazynowe, ryby, mleko, każde białko poza koniną, wieprzowiną, szczawiem polnym, ryżem.

W grudniu 2014 roku, w samą Wigilię na porannym spacerze, Kama nagle głośno zapłakała wręcz zawyła z bólu. Gosia zawiozła swoją psinę do weterynarza – podano leki przeciwbólowe, zrobiono RTG i polecono pilną wizytę w Grudziądzu, w klinice dr Jacka Mederskiego.

Tak się zaczęło, a skończyło się na tym, że w lutym 2016 roku Kama miała operację kolana z implantem w lewej tylnej łapce, bo zerwała więzadła. Potem pojawił się płyn w stawie… Decyzja – leczenie za pomocą IRAP, czyli wysokopłytkowego osocza podawanego bezpośrednio do chorego stawu. Miała je podane pięciokrotnie. Udało się, Kama wróciła do sprawności.

Szczęście nie trwało jednak długo… W kwietniu 2016 roku na spacerze, kontuzja dopadła kolejne kolano – znowu więzadła i, znowu operacja… Nauczeni doświadczeniem właściciele od razu pobrali krew na IRAP. Niestety po pewnym czasie – jakby całego tego bólu było mało – okazało się, że Kamie wypadł dysk w kręgosłupie, w odcinku lędźwiowym i do tego nastąpiło zwężenie przestrzeni w tym kręgu. Operacja jest konieczna, niezbędna, bo inaczej suczce będzie towarzyszył ciągły, ogromny ból i grozi jej niedowłady w tylnych łapkach. Koszt operacji wraz z modelem kręgosłupa, implantami, śrubami i pobytem w klinice wyliczono na 6 000 złotych.

Gosia mimo swojej choroby pomaga zwierzakom, jeździ do schroniska, zawozi karmę, bierze udział w bazarkach, ma ustawiony stały przelew dla dwóch psiaków po 10 złotych – niby nie dużo, ale też nie mało, a dziś prosi nas w tych kilku słowach od serca o pomoc….

Apel Gosi „Kochani ludzie o dobrych i wrażliwych sercach bardzo proszę Was o pomoc. Kwota operacji mojej Kamy jest ogromna, zaporowa. Stanęłam pod ścianą, a bardzo chcę pomóc moje Czekoladce. Jest ona naszym szczęściem, motywacją do tego by ruszyć tyłek z miejsca, by iść na spacer kilka razy dziennie. Ona już się tyle wycierpiała, że nie może żyć teraz w cierpieniu.

Nie wiem może kiedyś żyła i spała na betonie, wiem że teraz śpi ze mną , w ciepłej pościele na miękkim kocu i poduszce. To takie moje Dziecię i razem z mężem dbamy o Nią najlepiej jak potrafimy”

Darowizny prosimy wpłacać na konto Fundacji PRIMA 82 2490 0005 0000 4500 6871 0016 z dopiskiem „Kama” 

Źródło: Fundacja Pomocy Labradorom PRIMA

Ogłoszenie grzecznościowe.

Labradorka Kama Labradorka KamaLabradorka Kama

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *