Z wizytą w Mieszkoburgu

Labrador Mieszko i Gofra

Pierwsza rocznica adopcji Mieszka.

Czy pamiętacie jeszcze Mieszka – psiego staruszka z ogromnym guzem na łapce, którego w schronisku czekało uśpienie? Jego losy od momentu opuszczenia schroniska składają się na magiczną opowieść, która poruszyła niejedno serce. Jej kolejne odcinki można prześledzić we wcześniejszych wpisach, a teraz przypomnimy tylko, że początkowo wydawało się, że Mieszkowi zostało zaledwie parę tygodni życia – podejrzewano u niego nieuleczalnego raka kości. Jesienią zeszłego roku zamieszkał w domu tymczasowym w Warszawie, który miał zostać jego ostatnią przystanią u schyłku życia. Stał się jednak cud: okazało się, że nowotwór kości jest łagodny, a Mieszko otoczony miłością i opieką przeszedł niezwykłą metamorfozę – od schorowanego starca u schyłku życiu po wspaniałego psa, który na widok miseczki podskakuje jak szczeniaczek i uwielbia życie!

Mieszko wymagał jednak stałego leczenia i troskliwej opieki, gdyż jego schorzeniami można by obdzielić pewnie dziesięć psów. Nie złamały one jednak jego ducha. Mieszko okazał się chodzącą miłością i podbił serca wielu osób, które wspierały długi i żmudny proces jego leczenia. Dla tak jednocześnie wymagającego i niezwykłego psa potrzebny był najwspanialszy dom, który podoła wszystkim trudom opieki nad Mieszkiem. Znów potrzebowaliśmy cudu. I znów go doświadczyliśmy! Od pierwszego wejrzenia w Mieszku zakochała się cudowna osoba i otworzyła przed nim drzwi swojego domu – w Edynburgu. W grudniu zeszłego roku Mieszko wyruszył więc w długą podróż do Szkocji, gdzie czekała na niego niecierpliwie biszkoptowa labradorka Gofra.

Dziś mija dokładnie rok od tej chwili. To wspaniała okazja, aby przytoczyć tu relację Marty z domu tymczasowego, która jesienią odwiedziła Mieszka w jego nowym domu:

Gdy Mieszko wkroczył do mojego życia w zeszłym roku, byłam przekonana, że znaleźliśmy siebie o wiele za późno i zostało nam razem niewiele czasu. Pokochałam go od pierwszych chwil i świadomość zbliżającego się końca łamała mi serce. Gdy okazało się, że Mieszko będzie żył, wiedziałam, że potrzebuje najlepszego domu. W swoim stanie nie mógł zostać ze mną na dłużej, na drugim piętrze bez windy. Ale kto mu da tyle miłości, ile on potrzebuje? Kto znajdzie czas i siłę, by spędzać dnie u weterynarzy, przemywać ranki na łapkach, podawać leki i zakraplać oczka? Pewnego wieczoru zadzwonił telefon. Już po kilku minutach rozmowy wiedziałam, że rozmawiam z nową Mamą Mieszka. Przez tygodnie prowadzące do rozstania, wylewałam oceany łez – rozpaczy, że tracę Mieszka i szczęścia, że Mieszko zyskuje wspaniały dom. Te pierwsze były zupełnie niepotrzebne

Od wyjazdu Mieszka minął rok, w czasie którego nie było chyba tygodnia, w którym nie krążyłyby na linii Edynburg – Warszawa zdjęcia i opowieści o Mieszku, jego obecnej towarzyszce Gofrze i dawnej tymczasowej siostrze Mili. Całe biszkoptowe trio pomimo odległości nawet chorować potrafiło w tym samym momencie… W czasie tego roku zdarzały się też trudne chwile – na przykład dzień, w którym Mieszko przechodził operację usunięcia oka, a godziny po obu stronach kontynentu dłużyły się niemiłosiernie. Ale zawsze mogłam spać spokojnie, wiedząc, że nad Mieszkiem nieustannie czuwa jego prywatny anioł – Agnieszka, a także Tania, która stale wspiera Agnieszkę w opiece nad psiakami.

Magiczne elementy tej historii można by długo wymieniać. Czy nie jest magiczny na przykład fakt, że Gofra – psia towarzyszka życia Mieszka – obchodzi urodziny 26 września, czyli tego samego dnia, w którym Mieszko opuścił schronisko? Dnia, który – nie mając nawet pojęcia o istnieniu Gofry –ustanowiłam dniem urodzin Mieszka. Czy potrzeba więcej dowodów na to, że te dwa biszkopty były sobie przeznaczone? Sobie i swojej Mamie…

Labrador Mieszko i Gofra

Pewnego dnia poczułam, że nadszedł ten czas. Pod koniec września, tuż po urodzinach Gofry i Mieszka, spakowałam walizkę i po dwóch godzinach lotu zaskoczyłam Mamę Mieszka w jej własnym ogródku… Nazwijmy to niezapowiedzianą wizytą poadopcyjną!

Agnieszka bawiła się z Mieszkiem i Gofrą na trawie i spojrzała na mnie przelotnie, gdy mijałam ją po drugiej stronie płotu, ale jej umysł chyba nie był w stanie przetworzyć mojej obecności – przecież jeszcze dziesięć minut wcześniej rozmawiałyśmy na komunikatorze… Mieszko rozpoznał mnie znacznie szybciej i powitał radosnym szczekaniem, podskakując zabawnie na biszkoptowych łapkach, gdy rzuciłam walizkę i byłam wreszcie gotować ściskać i przytulać całą trójką. Gofra przybiegła szybciutko sprawdzić, kim jest ten nowy człowiek, i czy nie ma przypadkiem czegoś do jedzenia. A Mama Mieszka ze zdziwienia zaniemówiła. Jeśli ktoś z sąsiadów obserwował tę scenę z ukrycia, musiał ją zinterpretować co najmniej jak powitanie osoby, która dziesięć lat temu zaginęła na morzu i właśnie wróciła do domu.

Bo tak właśnie się poczułam w tym miejscu od pierwszej chwili – jak w domu – i mogłam na własnej skórze przekonać się o leczniczym działaniu ciepła i miłości, jakie panują w tym magicznym miejscu. Trzy dni, które tam spędziłam, podziałały jak spa dla duszy i serca. Nic dziwnego, że Mieszko przez ten rok tak niesamowicie rozkwitł!

Mieszko przeszedł w nowym domu niezwykłą metamorfozę – ten psiak, który wcześniej znajdował się pod panowaniem absolutnym mojej suni, teraz stał się pewnym siebie samcem, który, uwaga, nawet ma głos i jest w stanie popędzić razem z Gofrą za nieostrożnym kotem, który wkroczy na teren jego ogródka! Ogródek jest jego królestwem, uwielbia się w nim wylegiwać, pogryzając smaczki, i witać każdą przechodzącą osobę radosnym merdaniem ogona.

Następnego dnia świętowaliśmy wspólne urodziny Gofry i Mieszka – jubilaci dostali okazałe kości, a ludzie przepyszny tort ptysiowy. Kalorie spalaliśmy potem na spacerze. Okolice, w których Mieszko bywa na co dzień, zaparłyby dech w piersiach każdego, kto opuścił właśnie warszawskie ulice. Mieszko oprowadził mnie po malowniczym Holyrood Park, ścieżką wzdłuż jeziora, w którym pływają łabędzie. Pogoda w Edynburgu zmienia się co dziesięć minut, więc w ciągu takiego jednego spaceru przeżyliśmy wszystkie pory roku!
A ostatniego dnia wieczorem spacerowaliśmy nad zatoką. Niezapomniany widok: dwa biszkoptowe staruszki, każde z nich kiwające się na schorowanych łapkach, przedzierające się przez szkockie osty, skąpane w promieniach zachodzącego słońca.

Niezwykła wizyta. Niezwykłe miejsce. Niezwykła rodzina.

Dziękujemy Agnieszce za ogromne serce, które otworzyła przed Mieszkiem, i wspaniały dom, jaki mu podarowała. I przekazujemy jeszcze pozdrowienia i słowo od Mieszka: Kochajcie Staruszki!

Oprac: M. Michalak

My również dołączamy się do tych podziękowań i pozdrowień. ❤

Labrador MieszkoLabrador MieszkoLabrador MieszkoLabrador Mieszko i GofraLabrador Mieszko i GofraLabrador MieszkoLabrador Mieszko i Gofra Labrador Mieszko i Gofra Labrador Mieszko i Gofra Labrador MieszkoLabrador Mieszko

Poprzednie wpisy:
Wszyscy trzymamy kciuki za Mieszka – uaktualnienie
Wszyscy trzymamy dzisiaj kciuki za Mieszka
Życzenia świąteczne od Mieszka (+film)
Mieszko w nowej rodzinie
Mieszko jedzie do domu stałego w Edynburgu!
Mieszko – wieści z domu tymczasowego
Filozofia Mieszka
Labrador Mieszko po miesiącu w DT – niezwykła przemiana
Książę Mieszko I Radosny
O jakim domu marzy Mieszko?
Mieszko – wiadomość, o jakiej tylko marzyliśmy
Mieszko wciąż czeka – na diagnozę i na własny dom
Labrador Mieszko przedstawia się w filmie
Historia Mieszka –  Labrador Mieszko pragnie pogodnej starości
Labrador z nowotworem, nie pozwoliliśmy mu umrzeć w schronisku
Starszy labrador z nowotworem. Potrzebny dom tymczasowy

 

6 thoughts on “Z wizytą w Mieszkoburgu”

  1. Fantastyczna opowieść….wyciskacz łez, łez ogromnego wzruszenia.
    Niewiarygodne zaangażowanie Wspaniałych Ludzi, aby Książę poczuł miłość na tej planecie ❤❤❤

  2. Piękna, wzruszająca historia miłości psa i człowieka. Miałeś dużo szczęścia, Mieszko. Kochaj swoją Panią i Gofrę jaszcze długie lata.

  3. Placze jak bobr… co za wzruszajaca historia, Bogu dzieki za taki happy end! Zycze calej Rodzince stu lat razem!!! A Adopciaka Mieszka mam w domu, tak wiec chwyta mnie ta opowiesc jeszcze bardziej! Trzymam za Was kciuki!!!!!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.