Labrador Mavro, czyli jak można sponiewierać psa – nieaktualne

Marvo, labrador w potrzebie

Wyadoptowany. Był las, było schronisko, a czy kiedyś będzie dom?

Ktoś kiedyś powiedział, że „gdyby zwierzęta wierzyły w Boga, to Szatan w ich oczach wyglądałby jak człowiek”. Choć brzmi to strasznie, a niektórych może wręcz bulwersować, jest to prawdą. Życiorys niejednego psa może to potwierdzić. Wśród nich jest Mavro, około ośmioletni czarny labrador, który kiedyś być może miał dom, być może w nim mieszkał, być może ktoś go nawet lubił, jednak jak się okazało nie na tyle, by chcieć go przy sobie zatrzymać. Nie wiemy, w jaki dokładnie sposób doszło do tego, że Mavro stał się bezdomnym psem.  Nie wiemy również, jak długo głodny, zmarznięty i cierpiący z bólu błąkał się po lasach świętokrzyskich. Nie znamy także ilości tygodni, a może miesięcy, które spędził w schronisku. Ale to wszystko teraz już nie ma znaczenia. Najważniejsze, że pies jest bezpieczny, ma tymczasowy dom i pełną miłości Opiekunkę, która dokłada wszelkich starań, by nie tylko wynagrodzić mu lata poniewierki, ale przede wszystkim pomóc w powrocie do zdrowia. A droga przed labkiem jest długa.

Mavro choruje na zapalenie jelit oraz gardła. Bólu dostarcza mu także uzębienie, gdzie również wdarł się stan zapalny. Dwa zęby należy usunąć. Jednak najpoważniejsza i najpilniejsza sprawa to lamblia,  niebezpieczny pasożyt, który zaatakował psiaka. To przez nią nieprzerwanie bolał go brzuszek i męczyły wymioty. Niestety leczenie lamblii należy do bardzo trudnych wyzwań. Jest jednak priorytetem, ponieważ dopiero po wypędzeniu pasożyta będzie można poddać Mavro zabiegom, by wyleczyć jego gardło, później zęby i … ciało. Nie, to nie pomyłka. Mavro ma bowiem chore nie tylko narządy wewnętrzne, cierpi również jego ciało. A jest tak dlatego, że znajduje się w śrut. Niewykluczone, że pies służył komuś za żywą tarczę. Ot, taka dodatkowa sobotnia rozrywka w lesie. Poza tym łatwiej upolować psa, a co dopiero głupiego labradora, który garnie się do każdego człowieka, aniżeli dzikiego zwierzaka, choć i w tym przypadku można zastanawiać się, po co. Tak czy inaczej Mavro jest naszpikowany metalem. Uwierzycie, że ma go nawet w uszach?! A czy uwierzycie, że ten pies nadal lgnie do człowieka? Nadal mu ufa, kocha i pragnie jego bliskości? Nieważny wiek ani płeć, Mavro kocha każdego. Patrzy człowiekowi w oczy bez gniewu ani żalu za to, co go spotkało, a jedynie z niemym pytaniem, czy kiedyś przestanie boleć? Czy kiedyś ktoś pokocha go już na zawsze? Czy ma jeszcze szansę być szczęśliwym na tym świecie?

Wierzymy, że tak. Wierzymy, że Mavro znajdzie swoje miejsce na ziemi wśród tych, którzy pokochają go całym sercem i wspólnie przeżyją wiele cudownych lat.

Póki co jednak najważniejsze to zadbać o zdrowie labka, z czym niestety wiążą się dość wysokie koszty. Dlatego uruchomiliśmy zbiórkę pieniędzy, choć wdzięczni będziemy także za pomoc rzeczową w postaci mokrej karmy gastrycznej czy szamponu do dezynfekcji. O płyn dezynfekujący w obecnej sytuacji nawet nie pytamy, aczkolwiek, jeśli ktoś zdążył zrobić sobie zapasy, to może zechce się podzielić choćby flaszeczką 😊

Oprac. R. Kamińska


Zbiórka na leczenie Marvo:

POMAGAM.PL

Zawsze też można pomóc wpłacając pieniądze bezpośrednio na nasze konto:
PKO BP 39 1440 1185 0000 0000 1729 5136
z dopiskiem: Marvo


Nie wydajemy psów do budy lub do kojca.

Kontakt w sprawie adopcji:
510957071 (Bernadetta), 573981988 (Kasia),
✉ adopcje@labradory.org

Marvo, labrador w potrzebie

Marvo, labrador w potrzebie

Marvo, labrador w potrzebie

6 thoughts on “Labrador Mavro, czyli jak można sponiewierać psa – nieaktualne”

  1. Pani to jest prawdziwy Anioł … A Tobie kochany pieseczku radości – żeby pysiol zawsze tak Ci się uśmiechał i zdrówka …..

Pozostaw odpowiedź Anita Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *