MAJA – UTUCZONA DO GRANIC MOŻLIWOŚCI SUNIA CHCE ZNÓW CIESZYĆ SIĘ „LEKKIM” ŻYCIEM !

Maja

Mówią, że od przybytku głowa nie boli. Pewnie to prawda.  Ale cztery psie łapki, dźwigające 57 kg ciała, bolą  – i to bardzo.

Bolą tak, że z trudem wykonują już jakikolwiek ruch… Boli też psie serce – przede wszystkim z wysiłku z jakim musi się zmagać w każdej minucie.  Ale także z tęsknoty za normalnymi, rozmerdanymi, „lżejszymi” dniami i ze strachu – bo nadwaga bywa przecież śmiertelna.

Majka – sunia w typie labradora – nie miała łatwego życia. Mniej więcej osiem lat temu – będąc puchatą, biszkoptową kulką – wręczona została swojemu pierwszemu człowiekowi jako prezent. Czy była winna temu, że był to prezent niechciany i nietrafiony? Oczywiście nie – ale to ona poniosła najgorszą karę, dość szybko trafiając  do schroniska, gdzie spędziła swoje dwa pierwsze lata życia. Schronisko zadbało o jej sterylizację. Dorastała z dala od ludzi, których tak bardzo potrzebowało jej labradorowe serduszko i na których tak bardzo czekała, wyglądając każdego dnia zza krat z nadzieją w oczach.Jakże ogromna musiała być jej radość, kiedy pewnego dnia – opuściła schronisko w towarzystwie swojej nowej pani, która miała być jej człowiekiem już „na zawsze”. Niestety – ‘’zawsze” skończyło się po kolejnych trudnych dwóch latach. Młody, chcący nadrobić swoje stracone dzieciństwo pies wymagał czasu, aktywności, uwagi. Tymczasem nowa pani miała swoje życie, swoją pracę, inne zajęcia do których pies miał być tylko dodatkiem. Maja pozostawiana była sama sobie – nie tylko na długie godziny ale bywało, że na kilka dni. Podobno w takich chwilach drapała meble, gryzła i niszczyła różne rzeczy w domu. Podobno był to powód, dla którego zostawiana była przywiązana do kaloryfera w kuchni. Podobno to dlatego jej pani podjęła decyzję o jej oddaniu dając ogłoszenie na portalach… Podobno…Prawdę zna tylko Maja.

Na ogłoszenie o Mai, 4 lata temu, odpowiedziała pewna para. Pan bardzo chciał mieć psa, Pani poczuła litość i chciała uratować sunię z kaloryferowej niewoli. Maja znów została porzucona przez człowieka, któremu ufała – a mimo to w nowym domu okazała się psem radosnym, skorym do zabaw, przyjaznym dla całego świata i kochającym wszystkich ludzi – tych dużych i tych małych. Co ciekawe – nigdy nie ujawniła żadnych zapędów „niszczycielskich” które podobno nagminnie miały miejsce w poprzednim domu. Zapowiadało się sielankowo. Ale Maja w swoim życiu szczęścia do tej pory nigdy nie miała… Życie napisało inny scenariusz. Para się rozstała, sunia została z panią.

Podobno sytuacja życiowa pani uniemożliwiła zaspokajanie potrzeb psa związanych z jego aktywnością. Podobno system pracy powodował konieczność pozostawiania psa samego w domu na dlugie godziny. Podobno pani starała się opiekować Majką jak najlepiej …Podobno… Patrząc na zdjęcia Majki nie możemy jednak oprzeć się wrażeniu, że  ta „opieka” sprowadzała się jedynie do bezmyślnego karmienia suni – bez żadnego umiaru, bez zwracania uwagi na to czym i jak się ją karmi, jakie ilości zjada itd. Nie możemy uniknąć zadania sobie pytania – jak mało uwagi trzeba poświęcać psu, żeby nie zauważyć, że staje się coraz grubszy, że osiąga monstrualne wymiary – wszak kilkadziesiąt kilogramów nie przybywa psu z dnia na dzień !!! Nie rozumiemy, jak można było nie zauważyć, że sunia staje się coraz bardziej ociężała, że ma kłopoty z ruchem, że jej waga zaczyna zagrazać jej życiu… Jak człowiek potrafi zgotować psu taki los i doprowadzić go do takiego stanu?

Dziś Maja waży 57 kg i ma ponad dwadzieścia kilogramów nadwagi. Nie jest w stanie przejść więcej niż ok. 200 m, nie jest w stanie pokonać drogi do lecznicy. Cierpią jej stawy, cierpi całe ciało, każdy ruch ją bardzo męczy. Ale cierpi też jej labradorowa dusza – Maja ma swoje mieszkanie w bloku na 1 piętrze ale nie jest już w stanie wejść po schodach, dlatego mieszka sama na klatce schodowej, na parterze – płacząc i cierpiąc z tęsknoty do człowieka. Sąsiedzi  coraz bardziej się buntują.  Sytuacja wymyka się spod kontroli.

Maja wymaga skutecznego odchudzenia, musi brać leki przeciwbólowe i przeciwzapalne, bo stawy nie wytrzymują obciążenia. Jakiekolwiek badania RTG możliwe będą dopiero po zrzuceniu wagi. Do tej pory musi być pod okresową kontrolą lekarza by nie doszło do tragedii z powodu otyłości. Potrzebuje odpowiedniej diety i w miarę utraty wagi – stopniowo wdrażanego ruchu. W świetle tego – jej Pani uznała, że nie podoła dalszej opiece nad Mają – ani  finansowo, ani lokalowo, ani czasowo. Stan Majki – do jakiego sama doprowadziła – przerósł ją.  Podjęła decyzję o oddaniu suni do adopcji, prosząc nas o pomoc w znalezieniu nowego domu. To faktycznie jedyny ratunek dla suni – szkoda tylko, że taka decyzja nie została podjęta… kilkanaście kilogramów wcześniej…

Majka czeka na człowieka, który pokocha jej duze ciałko i wielkie labowe serduszko, który sukcesywnie pomoże jej w dojściu do odpowiedniej wagi, który troskliwie zadba o nią i będzie jej przyjacielem na całe jej dalsze życie. Szuka mądrego, dobrego człowieka, przy którym doczeka się znowu „lżejszych” i wesołych dni, człowieka o wielkim sercu – tak wielkim, by mogło pomieścić jej otulone futerkiem ogromne ciałko. Szuka domku bez schodów, bo tych w chwili obecnej nie pokona. Najlepiej by był to dom z ogródkiem, bo o spacerach też z tą wagą mowy być nie może. Maja potrafi znów pokochać i zaufać – choć człowiek po raz kolejny okrutnie ją zawiódł.

Majka nie może mieszkać dłużej sama na klatce schodowej, wymaga natychmiastowej pomocy – bardzo pilnie szukamy dla niej stałego, kochającego domku.

Bierzemy także pod uwagę możliwość umieszczenia Majki w Domu Tymczasowym – choć chcielibyśmy jej oszczędzić kolejnych zmian.

Przepraszamy za jakość zdjęć, takie otrzymaliśmy.

Nie wydajemy psów do budy lub do kojca.

Kontakt w sprawie adopcji:
608391927 (Ryszard),
adopcje@labradory.org

Maja Maja Maja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *