„O! Ela”. Ty nie miałaś nigdy przyjaciela… – nieaktualne

Ela, labradorka w potrzebie

Wyadoptowana. „Bez bólu i cierpień nie istniejemy” – powiedział Eurypides. No to zapytajmy Elę.

Od dawna nurtuje mnie pytanie, dlaczego ludzie krzywdzą zwierzęta. Jednak od momentu, gdy poznałam historię Eli tych kilka pytań krąży w mojej głowie niczym mantra.

  • DLACZEGO ktoś tak bardzo skrzywdził? Dlaczego tak bardzo ją sponiewierał?
  • KIM trzeba być, żeby zrobić coś takiego?
  • KIEDY wreszcie człowiek zrozumie, że nie jest panem życia i śmierci?
  • CZY my ludzie potrafimy być dobrzy? Czy może tylko bywamy tacy „pod publiczkę”?

Ela. Około, pięcioletnia sunia rasy … labrador?. Niby do labka podobna, niby czekoladowa, ale jakaś wyłysiała, pysk ma jakiś spuchnięty, łapę trzyma w górze, żebra wystają. I jeszcze te cycki do ziemi. Pod ogonem też tak jakoś nieładnie. Labradory takie nie są. Kundle też nie! Tak nie wygląda żaden pies, chyba że swej drodze spotkał przedstawicie gatunku ludzkiego zwanego człowiekiem. Spotkał kogoś, kto postanowił go wykorzystać, oszukać i zdradzić. Kazał rodzić co cieczkę i karmić szczeniaki. W zamian za to „człowiek” zaoferował zardzewiałą miskę i okazyjnie ochłap do jedzenia. Ten „człowiek” zaprowadził do ciemnej, zawilgotniałej i śmierdzącej komórki, w której kazał psu żyć – spać, jeść, rodzić, karmić i wypróżniać się. I tak pies żył przez lata nie skarżąc się, bo komu? Nie szczekając, bo był zastraszony. Ten pies, choć dzieci nie chciał, bo były owocem wielokrotnych gwałtów, kochał je i opiekował się nimi najtroskliwiej, jak potrafił. A potem bez cienia sprzeciwu oddał swe je. Raz. Oddał swe drugi raz. I kolejny i kolejny …

Kiedyś ten pies żył. Potem już tylko wegetował. Kiedyś był istotą. Potem już tylko maszynką do rodzenia. A gdy już zrobił swoje, gdy okazało się, że nie da „człowiekowi” więcej szczeniąt, człowiek zwany panen wyrzucił go jak … psa. Co za ironia!

I tak oto odarty z godności, zbędny, chory, wychudzony, z bezwładną łapą kulejąc idzie ulicą. Widzi człowieka. I zastanawia się, czy iść dalej w jego kierunku, zaufać mu, czy uciec. Postanawia iść. Odważa się spojrzeć człowiekowi w twarz. Człowiek go dostrzega, zbliża się. I oto rzecz niebywała – człowiek zaczyna płakać. Pies się dziwi, nie wie, czy czekać czy jednak uciec. Postanawia zaczekać. Człowiek bierze go na ręce i niesie do samochodu. Wiezie do lekarza, gdzie dowiaduje się, że pies wycierpiał tak wiele, że … I znów płacze. Kryje twarz w dłoniach i szepcze. Modli się. Przeprasza, choć sam nie wie, kogo bardziej, psa czy Boga. Wieczorem, gdy wizyta dobiega końca, człowiek z plikiem badań i recept oraz psem, wraca do domu, z którego wyszedł rano, żeby … Nie pamięta, co miał załatwić. I nie obchodzi go to, bo teraz cel ma tylko jeden – naprawić to, co zepsuł „człowiek”. Nie myśli już o tym, co było. Nie pozwala swemu sercu krzyczeć z rozpaczy i złości. Jego ręce nie zaciskają się z bezsilności, ale otwierają do pracy. Bo człowieka nie chce dłużej myśleć o losie psa. Jedyne, czego pragnie dla niego i siebie, to przywrócić mu zdrowie. Sprawić, by w patrzących na niego ufnych oczach nie było już bólu, lecz radość życia. A pracy jest wiele, bardzo wiele.

Żeńskie narządy Eli są zniszczone i bolą przy każdym ruchu. Każdy gwałt, każdy poród odcisnął przecież znamię. Głód sprawił, że sunia jest osłabiona. Brak pożywienia potęgowany wysiłkiem rodzenia i karmienia dzieci oraz parszywe warunki życia sprawiły, że Ela od długiego czasu niewyobrażalnie cierpi na zaawansowany świerzbowiec. Jej poranione obolałe ciało od tak dawna nie pozwala wygodnie ułożyć się do snu. Jej wyłysiała skóra nie daje ciepła.

Głód, zaniedbanie i ciągłe porody odbiły się też na uzębieniu. Przednie zęby trzeba usunąć, są bowiem starte i widać miazgę, a dziąsła swoim kolorem bardziej przypominają buraka niż dziąsła. I ten pysk, opuchnięty, lecz nadal tak piękny. Z tymi patrzącymi ufnie i z miłością oczami. „Nie patrz tak na mnie” – mówi człowiek – „Nie patrz tak na nikogo. Po tym, co ci zrobiono, jak możesz patrzeć w ten sposób na ludzi?!” Człowiek szybko ociera łzy, które znów płyną z jego oczu i ponownie zagłębia się w papierach od weterynarza. Łapki bolą, bardzo bolą. Opuszki są zmasakrowane i opuchnięte. Krwawią. Stawy doskwierają. Stwierdzono kulawiznę. Tylne kończyny są ciepłe, wręcz gorące. Jest stan zapalny. To wszystko to efekt życia w zimnie i wilgoci. Ból potęgują przerośnięte pazury, które dodatkowo utrudniają poruszanie się.

Człowiek opatruje psie stópki, obcina pazury, karmi, wykonuje kolejne badania i aplikuje leki. Człowiek patrzy, jak pies cierpliwie i pokornie poddaje się kolejnym zabiegom. I płacze. Znów płacze. Lecz teraz nie tylko z bezsilności. Płacze ze szczęścia, bo już wie, że maszynka do rodzenia na nowo staje się istotą.

Zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21) mówi „Mądra Księga”. Tylko kto z nas jest mądry? Kto z nas jeszcze jest dobry?? Człowiek, czyli Wy. Wy, którzy już tyle razy pomogliście ratować istoty, pomożecie i tym razem. Wierzymy w to. Ela również.  Ona wie, że z Wami odzyska to, co zostało jej brutalnie i bezczelnie odebrane – godność i zdrowie.

Kochani, zbieramy na leczenie Eli. Przed nią liczne zabiegi, począwszy od sprawdzenia stanu macicy, który bardzo niepokoi weterynarza, podobnie jak powiększone węzły chłonne. Należy wykonać także RTG, EKG, Echo Serca i testy alergologiczne. Równocześnie trzeba leczyć opuchnięte uszy. Aby ulżyć skórze, Ela codziennie potrzebuje kąpieli i przymoczków z płynu siarkowego. Niezbędna jest także wysokokaloryczna karma, np. dla szczeniąt lub suk karmiących. I wreszcie, potrzebne są Wasze kciuki trzymane mocno za Elę i jej Człowieka – Basię, Człowieka Dobrego i Mądrego, który  z ogromnym zaangażowaniem stara się przywrócić Eli zdrowie, a mnie wiarę w ludzi.

O! Ela.
Ty nie miałaś przyjaciela
A człowiek musi się wreszcie nauczyć
Że psiej miłości nie wolno odrzucić.

Bardzo dziękujemy za:
Zdjęcia: Agata Poznańska
Tekst oprac. Renata Kamińska


POMAGAM.PL

Zawsze też można pomóc wpłacając pieniądze bezpośrednio na nasze konto:
PKO BP 39 1440 1185 0000 0000 1729 5136
z dopiskiem: Pomagamy Eli


Nie wydajemy psów do budy lub do kojca.

Kontakt w sprawie adopcji:
510957071 (Bernadetta), 573981988 (Kasia),
✉ adopcje@labradory.org

Ela, labradorka w potrzebie Ela, labradorka w potrzebie Ela, labradorka w potrzebieEla, labradorka w potrzebieEla, labradorka w potrzebie

4 thoughts on “„O! Ela”. Ty nie miałaś nigdy przyjaciela… – nieaktualne”

  1. Boże…. brak słów. Czlowiek.. i znów wstyd, że należę do tego gatunku. Ile zła jest w ludziach, to przeraża… Basiu, jesteś jednym z niewielu Aniołów, jakie zdarzają się w tym do szpiku złym gatunku, który panoszy się po ziemi i wszystkio niszczy. Ela miała wielkie szczęście że Cię spotkala ale też wiele odwagi że nie zeszła z drogi czlowieka, który szedł w jej stronę. Kochana, dzielna sunia. Miłości którą od niej dostaniesz nie da się opisać ale Ty to wiesz. Gorąco Was obie pozdrawiam i trzymam za Was kciuki. Jutro wysyłam przelew. Asia.

  2. Ręce opadają.Jakim trzeba być,użyję tego słowa, człowiekiem, że doprowadza się kochające stworzenie do takiego stanu. Trzymajcie się Obie, przelewam kasę.

  3. Poruszający i bardzo dobrze napisany tekst, szkoda, że tak przeraźliwie prawdziwy… Powoli zmienia się podejście ludzi do zwierząt, jednak nadal jest jeszcze źle, traktujemy je okrutnie, odzieramy z godności, porzucamy, znęcamy się i wykorzystujemy, i też nie przestaję pytać: „dlaczego?”, nie umiem tego w żaden sposób pojąć, ogarnąć, wytłumaczyć, tak samo jak nie umiem przestać cierpieć i wstydzić się z tego powodu mówiąc: „MY ludzie”…

  4. Straszne. Brak słów. Jak można tak traktować bezbronne zwierze??
    Ale skoro człowiek maltretuje i zabija własne dzieci….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *